O ZALETACH ŻYCIA W BUSZU...

O ZALETACH ŻYCIA W BUSZU...
ePub czas dodania: 2014:02:07 22:02 komentarzy 0
Posta dedykuję tak zwanemu "białemu człowiekowi", który jest święcie przekonany, że jego świat w którym żyje to jest jakaś super cywilizacja...


 

Oczywiście pisząc busz, mam na myśli odludzie, dzikie obszary, Amazonię, lasy równikowe, busz...itp. może to być nawet bezludna wyspa. Kiedy dawno temu czytałem dzieje Robinsona Cruzoe, oczywiście wczuwałem sie wtedy w tragizm człowieka, który samotnie wbrew swojej woli zamieszkuje bezludną wyspę...z czasem Robinson jednak wyrobił sobie zachowania, które pozwoliły mu przetrwać na tejże wyspie. Człowiek jest tak inteligentnym stworzeniem, że potrafi się przystosować do każdych warunków w których żyje, nawet ekstremalnych. Dziś trochę inaczej postrzegam tęsknotę Robinsona do tzw. cywilizowanego świata...myślę, że mieszkając na odludziu (z dala od cywilizacji) człowiek bardziej dostrzega piękno otaczającej go przyrody i potrafi korzystać z darów natury, którą podarował człowiekowi Stwórca...jednego, czego brakowało pewnie Robinsonowi w tych trudnych chwilach, to brak bliskich mu ludzi, których pozostawił pewnie tam w tych "cywilizowanych" stronach...ale to wszystko oczywiście fikcja.

Zauważam ze zgrozą, że człowiek biały tzw. europejczyk czy amerykanin w swojej pysze dał w sobie uśpić instynkt samozachowawczy i niestety nie przetrwa jakiejkolwiek próby, która może na niego spaść jak grom z jasnego nieba, a gdzie tylko się pojawi robi spustoszenie i wykorzystuje słabszych i łatwowiernych, ale no dobra...miało być o buszu...


 

Plemię, czyli rodzina...


 

Oglądając różne programy podróżnicze, które przedstawiają życie plemienne, stwierdzam jednoznacznie, że owe życie plemienne zawsze !! ma charakter tzw. wielopokoleniowego modelu rodziny, który to model w Europie, a także w innych tzw. cywilizowanych krajach został zamordowany przez cwaniaków typu Rockefeller...w sumie to on jest tutaj protoplastą w niszczeniu modelu rodziny wielopokoleniowej.

Model rodziny wielopokoleniowej, to bardzo prosty sposób na godne życie...są rodzice, którzy wychowują potomstwo, ojciec rodziny, kiedy jego syn osiągnie wiek 12 lat odrywa go od "cycka" matki i uczy go rzeczy , które potrzebne mu będą do utrzymania rodziny kiedy osiągnie dorosłość...i nie ma zmiłuj... 12-latek musi się nauczyć polować i robić rzeczy, które należą stricte do mężczyzny...to samo robi matka, ucząc córkę czynności, które musi wykonywać jako kiedyś dobra żona w domu...oczywiście w plemieniu nie ma zjawiska tzw. pedalstwa, lesbijstwa i innych wymysłów "białego człowieka", tego siłą rzeczy nikt w plemieniu nie przeforsuje, ponieważ plemię ma silny trend na przetrwanie, a nie na samozniszczenie.

Dzieci, kiedy już osiągną pełnoletność są także odpowiedzialne za swoich rodziców w podeszłym wieku...tzn. mają się zatroszczyć o nich, o ich byt i opierunek gdyż oni (rodzice) kiedyś opiekowali się nimi i żywili ich...oczywiście rodzice (dziadki) w podeszłym wieku też są w plemieniu potrzebni...mogą zaopiekować się małymi oseskami, kiedy rodzice idą na polowanie...

Taki model rodziny jest niezmienny w dżungli, buszu, amazonii, ale zniszczony w cywilizacji białego człowieka...

Teraz wyobraźmy sobie, że do buszu, dżungli, amazonii przyjechał właśnie z prelekcją przedstawiciel naszego ZUS-u, albo inna OFE-rma i tłumaczy, że trzeba odkładać fundusze na "pogodną jesień"...wyobrażamy sobie serdeczne powitanie starszyzny wioski i słuchanie z uwagą co gość ma do zaoferowania...prelegent nawija o składkach, o pracy do 67 roku życia, o szczęśliwym życiu na emeryturze, o braniu swojego życia w swoje ręce, o nie oglądanie się na dzieci i tak dalej...starszyzna wioski, oraz całe plemię (podejrzewam) w najlepszej opcji roześmieją się szczerze, rozchylając pulchne wargi i obnażając piękne, perłowe zęby i spontanicznie będą się pukać po głowach, dając do zrozumienia prelegentowi, że jest nieźle pierdo...nięty, w najgorszej opcji jeśli plemię byłoby ludożercami, mogłoby prelegenta skonsumować w celu pozyskania jego cudownych właściwości krasomówczych...oczywiście z tego ludzie z buszu się wyśmieją, natomiast "biały człowiek" uwierzy i będzie święcie przekonany, że odkładanie do ZUS-u, czy na jakąkolwiek piramidę finansową to naprawdę świetna inwestycja na starość :))

Mieszkaniec buszu, dżungli, amazonii nie boryka się z płatnościami do ZUS-u, z podatkami, z vatem, z citem i innymi "sprawiedliwościami dziejowymi", do jakich "biały człowiek"zalicza te zjawiska...mieszkaniec buszu, ma to w głębokim poważaniu...jeśli chce zjeść rybę, to sobie po prostu łowi w pobliskiej rzece i nikomu nic do tego..."biały człowiek" musi mieć specjalne pozwolenie od odpowiednich organów (nie mylić z organami kościelnymi)...na złowienie i skonsumowanie owej ryby, a jeszcze musi od tego zjedzenia odprowadzić podatek vat...oczywiście biały człowiek się "cieszyć", bo "wspomagać" odpowiednie organa...ale to nie koniec biednej, skonsumowanej ryby..."biały człowiek" musi ją jeszcze wydalić, oczywiście za odpowiednią opłatą+vat...mieszkaniec buszu ma to że tak się wyrażę kolokwialnie w dupie, idzie pod najbliższą palmę i robi to za free...

Mieszkaniec buszu, jeśli chce zbudować schronienie dla swojej rodziny, robi to i nikogo sie nie pyta czy może, czy w tym miejscu, czy tamtym...robi to wedle uznania...oczywiście wedle swojego uznania sadowi dom w najlepszym miejscu, które gwarantuje mu bezpieczeństwo dla swojej rodziny..."biały czlowiek" musi miejsce, pozwolenie i inne uzgodnienia uzgodnić z "organami"...(jak to piszę, mam przed oczami męskie organy płciowe)...po zbudowaniu schronienia, "biały człowiek" musi wystąpić do "organów" o pozwolenie na użytkowanie...oczywiście za odpowiednią opłatą...mieszkaniec dżungli ma to w d..."organy" go nie interesują.

Mieszkańcy buszu mówią, że "biały człowiek" ma zegarek, a oni mają czas...generalnie pełna zgoda ..."biały człowiek" żyje od pierwszego do pierwszego, albo od wpłaty zusu, do wpłaty zusu...dlatego czas mu tak zapieprza, jak w zegarku "białego człowieka nowaka"...

Człowiek z buszu nie musi się nigdzie spieszyć, gdyż ma mnóstwo czasu, którego odmierza porami dnia i roku. Nie traci czasu w kolejkach do lekarza, gdyż choruje sporadycznie, albo wcale, dzięki ekologicznemu odżywianiu, a także spożywaniu tego co jest w jego okolicy i dzięki prostej diecie ..."biały człowiek" niestety zjada małpom banany, które dojrzewają metodą gnicia, a gardzi jabłkiem, które może się nazywać śmiało królem owoców. Buszmen ma wszystko za darmo w myśl Stwórcy, aby czynił sobie ziemię poddaną...może łowić, uprawiać ziemię, pić wodę, ścinać drzewa, aby zrobić sobie łódkę...wycinki drzewa nie musi nigdzie zgłaszać...ma ochotę na antylopę z kopytami, to ją sobie upoluje.

Buszmen nie płaci za śmieci, bo ich po prostu nie produkuje...co oczywiście dla "białego człowieka" jest absurdem, nie płaci za wodę, nie płaci opłaty klimatycznej, nie płaci za "ceodwa"...no pewnie , że nie płaci, przecież nie ma czym płacić, bo nie ma pieniędzy, jeśli chce zahandlować, to stosuje handel wymienny gdzie ma pewność, że żaden cwaniak-pośrednik nie będzie go ryglował na manipulacjach walutą, kursach walut i innych zachowaniach giełdowych, dającym cwaniakom w krawatach realne sępiarskie korzyści...handel jest prosty, obydwie strony targują towary...np. dwa łososie za małą antylopę, jeśli strony dobiją targu, odchodzą usatysfakcjonowani...proste ???

Buszmeni są otwarci, szczerzy i łatwowierni, są tacy jak dzieci..nie są "pozerami" jak "biały człowiek"...kiedy czują smutek, to się smucą , kiedy radość, to się radują...kiedy reagują agresywnie, to tylko dlatego, żeby bronić swojego terytorium i swojej rodziny...kiedy się czemuś dziwią, to robią to naprawdę autentycznie...polecam filmik...

 



 


 

Są to niewątpliwie zalety mieszkania w buszu...ale niestety spotkanie buszmena z "białym człowiekiem" może być dla niego toksyczna..."biały człowiek", który wykształcił się w kierunku psychologii wie jak rozpracować rozmówcę już w pierwszych zdaniach...dlatego wielu absolwentów psychologii pracuje w tzw. pijarze (public relations) i realnie pracują w korporacjach rozpracowując swoich klientów psychologicznie...

Dla Buszmena jest to tragiczna wiadomość...łatwowierny mieszkaniec buszu zawsze pada ofiarą cwanych "białych ludzi", którzy pracując dla korporacji maksymalizują zyski dla swojej firmy...

Posłużę się tutaj przykładem Indian, którzy zostali kupieni ...za wódkę, sprzedawali skóry, mięso i inne swoje wypracowane dobra za "wodę ognistą", która robiła spustoszenie w umysłach Indian i powodowała rozpad plemion... do tego właśnie doprowadził "biały człowiek"...

"Biały człowiek" może nawet skrzywdzić buszmena obdarowując go, gdyż może w ten sposób zabić w nim wolę przetrwania i zleniwić go, a to w buszu jest niewybaczalne...oczywiście takie "obdarowywanie", a potem zostawianie w stanie wyczekiwania na dary powoduje tzw. "kult cargo"...jest to krzywda, którą "biały człowiek" gra na uczuciach mieszkańców buszu...sami zobaczcie ...jest to niesamowicie przykry widok...


 



 

 

Spytacie do czego zmierzam...zaczynając tego posta chciałem przedstawić piekno życia dzikiego człowieka w buszu...zgodnie z zamysłem Bożym...jednak w trakcie pisania, temat zszedł mi w kierunku wyzysku "białego człowieka" w świecie mieszkańców buszu, dżungli, amazonii...no tak to jakoś poszło, ale grzechem moim byłoby nie wspomnieć o heroiczniej pracy misjonarzy katolickich w najodleglejszych zakątkach świata niosących Dobrą Nowinę dla mieszkańców buszu i innych niedostępnych miejsc...jak już wspominałem mieszkańcy buszu są autentyczni, i wiarę przyjmują prosto ...jak dzieci (sam Chrystus mówił, że jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie odziedziczycie Królestwa Niebieskiego)...przykładem jest historia Republiki Guaranów, gdzie Jezuici stworzyli społeczność wśród mieszkańców Indian, która zaufała Jezusowi na "zabój"...niestety, inny pyszny i rządny "biały człowiek" potrafił to obrócić w gruzy i zabić w tych biednych, łatwowiernych ludziach wszelką nadzieję...

 



 

licznik: 2976 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze