SOWIECKIE MORDY MAJĄ NASZE DUSZE...RZECZ O FILMIE JACK STRONG...

SOWIECKIE MORDY MAJĄ NASZE DUSZE...RZECZ O FILMIE JACK STRONG...
ePub czas dodania: 2014:02:14 17:02 komentarzy 0
Jak już wspominałem zabrałem syna na film Jack Strong... wiem co młody człowiek mógł dostrzec w w tym filmie...

Oczywiście dla mnie postać Pułkownika Kuklińskiego jest jednoznaczna, dla mnie jest niekwestionowanym bohaterem, człowiekiem, który potrafił myśleć nieszablonowo, a także potrafił podjąć decyzję, która odwróciła bieg historii...postać, która potrafiła sobie radzić ze stresem...10 lat życia ze świadomością wrzucenia na żywca do pieca hutniczego jednak napawa grozą (tak skończył Oleg Pieńkowski szpieg amerykański). On, jako jedyny w sztabie LWP potrafił nie płynąć z prądem jak zdechła ryba...


 

Co młody człowiek może dostrzec w tym filmie ? Człowiek młody, który nie zna za bardzo nowoczesnej historii może wyrobić sobie obraz tego co działo się po II wojnie światowej.

Człowiek młody zobaczy prawdziwy obraz Sztabu Generalnego LWP, prawdziwy obraz degeneratów w mundurach, którzy nie zawachali się strzelać do bezbronnych, niewinnych ludzi w 1968 roku na Wybrzeżu. Na pytanie Kuklińskiego do Mariana Rakowieckiego czy strzelał do ludzi z kielniami, ten odrzekł, że w większości to stoczniowcy, więc kielni nie mieli, a oni strzelali w bruk i rykoszetowali.

Było to wyznanie pijanego oficera Mariana Rakowieckiego, który alkoholem zabijał swoje wyrzuty sumienia, obraz człowieka, który wiedział, że strzelając do ludności cywilnej hańbi mundur żołnierza na zawsze...Rakowiecki mocno pijany pyta się Pułkownika...”czy już tak sie stało, że sowieckie mordy mają nasze dusze ???”...sam z resztą później strzela sobie w głowę.


 

Młody człowiek zobaczy obraz “generała” LWP Jaruzelskiego, jak płaszczy się jak kundel przed Marszałkiem Kulikowem...zresztą była to cała musztra sowieckiego sztabu zrobiona polskim oficerom LWP...zobaczy sranie do gaci ze strachu polskich oficerów i walenie ze złością w stół przez marszałka Kulikowa i grożenie, że mają zrobić porządek z tym solidarnościowym cyrkiem. Zobaczy, że LWP była w zasadzie przedłużoną ręką Armi Sowieckiej, a tzw. polscy oficerowie byli kukiełkami, gdzie za sznurki pociągał I sekretarz Breżniew...


 

Taki obraz splugawionego, zhańbionego polskiego munduru zobaczy młody człowiek...i o to cały czas toczy się ta propagandowa wojna, o to jest ten cały jazgot... bo ci co splugawili ten mundur nadal żyją i są okrzykiwani “ludźmi honoru”, a film ten burzy ten sielankowy obraz, a przedstawia sztab LWP, jako zainfekowaną sowiecką gangreną, bandę wiecznie pijanych, pożytecznych idiotów.


 

Wracając do Pułkownika, prowadził niestety samotną walkę, nie mógł rozmawiać o tym nawet ze swoją rodziną, nie szczędzi mu też przykrych słów starszy syn Bogdan, który przy każdej, nadarzającej sie okazji nie omieszka mu wytknąć, że jest marionetką Moskwy i pokazać mu przy tym, że nim gardzi , choć w szoku, kiedy już wie co robił jego ojciec, wymawia z wyrzutem “tato coś ty zrobił”...


 

Młody człowiek, oglądając ten film zobaczy też prawdziwego i autentycznego agenta, który ratuje swój kraj przed uderzeniem nuklearnym ze strony “bratniej armii”, zobaczy autentyczną, prawdziwa postać, a nie lukrowanego, fikcyjnego Drzejmsa Bonda...


 

Pytanie, kto boi się Pułkownika po śmierci, kto zawsze się bał swoich zakatowanych ofiar po śmierci, ano zawsze ci, którzy dalej boją się Generała Nila, Rotmistrza Pileckiego, Majora Kurasia, Majora Sendzielorza i innych zamordowanych po sfingowanych procesach, skazanych na śmierć i pochowanych w nieznanych miejscach pochówku pewnie w workach posypanych gaszonym wapnem...oprawcom wieczna hańba...a bohaterom cześć i chwała...


 

PS. Choć w filmie są sceny, które ściskają za serce, ta jedna jest wyjątkowa, kiedy na końcu Pułkownik czeka na swojego syna Bogdana, a który ginie w tym czasie w wypadku samochodowym (wcześniej zginął młodszy Waldemar w niewyjaśnionych okolicznościach)...scena osamotnionego Pułkownika, który stracił niemal wszystko...chociaż ja jestem przekonany, że na pewno służby amerykańskie sfingowały śmierć Bogdana i Waldemara, być może zostali objęci programem ochrony świadków, być może istnieją dla siebie, dla świata już nie...


 

PS II dla @oza , który w sprawie jachtu...wypowiedział się “podobno”

Kukliński sam mówił jak było z jachtem...

"Pierwszą łódkę zbudowałem sam w piwnicy. Malutka, siedem metrów żagla. W tym czasie Marynarka Wojenna, harcerze i kołobrzeski klub milicyjny wydobyli z basenu portowego 8,5-metrowy niemiecki jacht z kilem. Postawili go w suchym doku. Po jakimś czasie zniknęło z niego wszystko, co dało się wymontować, a oni dalej zastanawiali się, co z nim zrobić. W drodze do pracy codziennie widziałem ten ogołocony kadłub i ściskało mi serce. Przedstawiłem więc propozycję: dajcie mi ten wrak za moją, gotową już do pływania żaglówkę. Po jakimś czasie się zgodzili. (...) Przez siedem lat, z pomocą żony i synów, odbudowywałem ją deska po desce". Kukliński narzekał jednak, że kiedy nie było go w Kołobrzegu, zazdrośni jego sukcesem ludzie, niszczyli mu jego jacht.

No ale który z tych zeszmaconych oficerów by w to uwierzył (dop. mój)

 

Polecam film o Pułkowniku Gry wojenne...



 

 

 

 

 

 

 

licznik: 2377 + 1 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze