SZKOŁA PRZETRWANIA...WEDŁUG TRYBEUSA...CZĘŚĆ 2.

SZKOŁA PRZETRWANIA...WEDŁUG TRYBEUSA...CZĘŚĆ 2.
ePub czas dodania: 2013:04:21 09:04 komentarzy 0
Moi drodzy Zielonowyspowi Survivalowcy...jedziemy dalej z koksem !!

W części pierwszej zapomniałem poruszyć tematu pysznych i zdrowych ryb. Prawdziwy Survivalowiec jeśli trafi nad nasz Bałtyk to wie, że powinien degustować tylko ryby złowione przez naszych rybaków, ja lubię bardzo dorsza, flądrę...nie jedzmy wynalazków typu panga, mój przyjaciel ze Szczecina, marynarz powiedział mi, że żaden marynarz pangi jadł nie będzie...nie jestem pewien, ale chyba są to ryby hodowlane, karmione padliną...Jedząc ryby bałtyckie wspieramy znów naszych rodaków rybaków, tak bardzo perfidnie oszukiwanych przez Brukselę, przypomnę tutaj, eurosrebrniki za złomowanie polskich kutrów.  Limity połowowe to dla mnie jakiś totalny absurd...czy Bruksela stworzyła ryby??? Jest to jedna z najbardziej dyskryminowanej społeczności zawodowej, która tak bardzo ciężko zarabia na swój chleb powszedni. Wspierajmy ich i znowu poczujemy dreszczyk emocji...kupujemy bez toksycznego i ciężkostrawnego vat-u...kupujemy w godzinach porannych, prosto z kutra, gdy rybacy wracają z połowów.

Tutaj o rybach morskich www.palace-pobierowo.pl/ryby-wystepujace-w-baltyku.php

 

Jeśli chodzi o ryby słodkowodne, to szukajmy naturalnych jezior, nie jakichś bajorów typu Niedzica -Czorsztyn. Polecam fajne miejsce w przepięknej Wielkopolsce, kolebce polskości, niedaleko Gniezna w Skorzęcinie lub Powidzu. Jeziora te są naturalne z wodą czyściusieńką, gdzie i raka zobaczysz (raki w brudnej wodzie się nie uchowają ). Rybki kupujemy w gospodarstwach rybackich...cholerka, znów dreszczyk emocji :))  www.google.pl/search

 

Dobra, wracamy do rzeczy bardziej przyziemnych jak ...kiszenie kapusty. Kapusta kiszona to prawdziwa eksplozja, jeśli chodzi o witaminę C, bije cytryny na łeb na szyje, że wspomnę też o kwaśnicy, czyli soku z tejże kiszonej kapusty...trzeba podawać dzieciom, by wytępić pasożyty układu pokarmowego. Prawdziwy Survivalowiec, sygnał do kiszenia kapusty dostaje po Święcie Wszystkich Świętych, czyli po pierwszym listopada. Wybieramy kapustę tzw. późną, jeśli ktoś kupi kapustę wczesną, to niestety zrobi się mu błoto.Teraz jest wygoda, ponieważ kapustę można teraz kupić poszatkowaną, we woreczkach po 10 kg. Najważniejsze w kiszeniu kapusty jest naczynie, ja dopadłem kiedyś na Słowacji garnek gliniany, który ma taką rynienkę u góry , gdzie wlewa się wodę i przykrywa się dekielkiem. W Polsce są już dostępne, ale kosztują w zależności od pojemności około 200-300 zł, ja kupiłem taki, do którego w akcie desperacji zapakowałem 50 kg kapusty szatkowanej, kupiłem go za równowartość 110 zł.  



 

 

Dobra, to dzieła...mamy garnek do kiszenia, kapustę szatkowaną, brakuje nam tylko 1 kilograma pysznej i zdrowej soli drogowej ..:)) he he, oczywiście żart...dobrze, że Polska jest takim bogatym krajem (mamy dwie kopalnie soli Wieliczka i Bochnia...polecam zwiedzanie !!), że można kupić rodzimą sól...kupujemy sól do przetworów (jest taka na rynku), koniecznie z Wieliczki lub Bochni. Aha, jest jeszcze Kłodawa...  ważne by sól była niejadowita :)) żart ...oczywiście niejodowana...

 




 


 

Jeśli ktoś ma dzieci w wieku szkoły podstawowej, to koniecznie musi “zatrudnić” Małych Survivalowców, do celebracji kiszenia kapusty...jeśli są chętni, to obowiązkowe mycie nóg, plastikowe reklamówki na nogi i z taką ekipą “deptanie” kapusty trwa do godziny, żeby włączyć turbodoładowanie to możemy włączyć (głośno !!) jakiegoś klipa Gummy Bear...

Przy tej muzyce, Mali Survivalowcy potrafią udeptać kapustę w pół godziny...:)) i jaka przednia zabawa...czyli przyjemne z pożytecznym.

 

Dobra, żarty na bok ...kapustę wsypujemy do garnka (nie na raz) tak do połowy i przesypujemy garścią soli (nie całą, tylko tak z wyczuciem coby 1 kg wystarczył na 40-50 kg kapusty), deptanie i znów trochę kapusty i znowu sól i tak do pełna, pamiętając by odcedzać zbierający się sok z kapusty...na koniec zakładamy dekielek i pamiętajmy by do rynienki nalać wody ...to jest bardzo ważne, by w rynience była woda, bo jeśli jej braknie kapusta się zepsuje. Garnek ten jest fenomenalny, ponieważ nie trzeba już nic więcej robić...trzeba dbać tylko o to, by woda była w rynience, a po dwóch tygodniach kiszenia w temperaturze pokojowej, kapusta jest gotowa do spożycia. Po dwóch tygodniach trzeba garnek dać w jakieś chłodne miejsce, ponieważ dalsze trzymanie w temperaturze pokojowej powoduje, ze kapusta jest coraz kwaśniejsza. Kapusta w tym garnku trzyma się nawet do maja (wiem, bo jedliśmy w maju)...można też przełożyć do słoików i poukładać na półce, gdzieś w spiżarni. No i tym sposobem mamy cały rok pyszne, zdrowe surówki z kiszonej kapusty, no i że też wspomnę o specyjale polskiej kuchni, czyli pysznym bigosie.

 

Analogicznie robimy z ogórkami, można kisić w tych glinianych z rynienką, ale ja polecam kiszenie w słoikach. Wystarczy, by kupić ogórki (najlepiej w czasie największego wysypu, wtedy cena jest tania), ogórki do słoika, chrzan, koper i czosnek obowiązkowo, dodać liść czarnej porzeczki, wiśni lub winogron i zalać przegotowaną, gorącą wodą z solą ze wspomnianych kopalni i zadeklować. Ogóreczki prima sort...jak dobrze ukiszone to nawet posiedzą ze dwa lata. Oczywiście zjadając ogórki, wody nie wylewamy, tylko wypijamy...woda z ogórków jest wysoko witaminizowana witaminą C i jest świetnym specyfikiem w gromieniu skutków tzw. choroby “filipińskiej”, czyli popularnego kaca.

 

No i dochodzimy tutaj do zakupu warzyw. Warzywa (ziemniaki, marchew, pietruszkę, seler) kupujemy tylko tzw. brudne, czyli nie płukane, w Biedronkach i innych Auszołomach dostępne są tylko warzywa płukane, w jakim cholerstwie płukają te warzywa to ja nie wiem, jedno jest pewne, warzywa te w hipermarketach muszą długo być świeże i piękne dla oka i jest to na dodatek debilny wymóg Unii Europejskiej. Warzywa niepłukane kupujemy na jarmarkach, prosto od rolnika...jest pewność, że takie warzywa przetrwają całą zimę w naszych piwnicach (jeśli kto nie ma, to wystarczy ciemne i chłodne miejsce)...że nie wspomnę tutaj o tym dreszczyku emocji (już wiecie o co chodzi).

 

Czosnek, dla wytrawnego Survivalowca jest bardzo ważnym warzywem, spotkałem się z określeniem, że jest to naturalny antybiotyk. Proszę Was, nie jedzcie czosnku chińskiego, zalewającego nasz rynek...gdzie i w jakich warunkach uprawiany jest chiński czosnek to jest tajemnica poliszynela. Szukajmy czosnku polskiego, z polskich upraw. Jak odróżnić czosnek ? Ha bardzo proste, polski czosnek ma dłuższe tzw. “ogonki”, natomiast chiński ma przycięty bardzo krótko i jest nad podziw dorodny (to moja metoda).


 

Więcej można poczytać tu: kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/1208/1/1/jak-odroznic-chinski-czosnek-od-polskiego-.html


 

Trzeba oczywiście spożywać czosnek w porach odpowiednich, rano nie bardzo, ze względu na kontakt z ludźmi, a wieczór jeśli mężuś naje się czosnku to może to mieć właściwości antykoncepcyjne :))

No to na dziś tyle...zapraszam na następne części...jeśli mi sie uda to może w następną niedzielę...Wasz Bear Trybeus...


 

 


 


 


 


 


 

 

 

 

licznik: 3440 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze